top of page

Dlaczego nie chcę być osobą, która musi mieć wszystko?

Żyjemy w świecie, w którym każdego dnia jesteśmy bombardowani komunikatami o premierach nowych, coraz bardziej zaawansowanych sprzętów, kolekcji modowych, nowych serii kosmetyków i wielu innych rzeczy, których prawdopodobnie nie potrzebujemy. Przez wiele lat nie dostrzegałam tego, jak bardzo ta wiecznie nakręcana potrzeba konsumpcji wpływa na moje życie. Teraz dostrzegam. Dlaczego?


Źródło: Unsplash


Jako fanatyczka kosmetyczna spędzałam bardzo wiele godzin dziennie w mediach społecznościowych, co rusz przeglądając nowe, pięknie przygotowane posty marek oferujących mi nową paletkę cieni do oczu, krem, który sprawi że moja twarz będzie wyglądać młodziej niż twarz niemowlęcia, czy serum, które ma na celu całkowicie zmienić wygląd mojej skóry. Na zdjęciach postów tych marek znajdowały się przepiękni, młodzi ludzie z idealnymi sylwetkami, równą strukturą i kolorem skóry.


Generowanie potrzeb


To, co mamy zobaczyć w tego typu postach to, przede wszystkim – potrzeba. Potrzeba posiadania tak samo gładkiej i nieskazitelnej skóry, jak Pani na zdjęciu. Potrzeba bycia zadowolonym tak, jak pan z reklamy nowego modelu telefonu na YouTubie. Potrzeba wyglądania inaczej i pokusa odczucia chwilowej satysfakcji z dokonania zakupu. Kupujemy dla potrzeb, ale nie tych, które dany produkt realnie ma zaspakajać, a tych sztucznie generowanych przez reklamy oglądane przez nas od dziecka. Dlatego właśnie potrafiłam wydawać kilkaset złotych miesięcznie na coraz to nowe kosmetyki, usprawiedliwiając się tym że „czegoś takiego jeszcze nie próbowałam". Jednak... to nie jest prawda – próbowałam wielokrotnie. Ten kolejny krem, o wiele lepszy od leżącego w mojej kosmetyczce, bardzo często był tak bardzo podobny do poprzedniego. że nie zauważałam żadnej różnicy. Najzabawniejsze jednak jest to, że sama zajmowałam się tworzeniem i targetowaniem kampanii reklamowych - byłam i jestem w pełni świadoma, jak działają platformy reklamowe i targetowanie. Mimo to, potrafiłam dokonywać irracjonalnych zakupów i przy tym usprawiedliwiać ich konieczność.


Punkt zwrotny


Co sprawiło, że zauważyłam problem z kupowaniem? Przeprowadzka. Znalazłam się w sytuacji, w której musiałam te wszystkie swoje pudła (tak, to były pudła w liczbie mnogiej) z kosmetykami wypakować w mojej nowej, 2,5 metrowej łazience. Jak możecie sobie wyobrazić, zadanie nie było łatwe, nie tylko ze względu na przestrzeń, ale również dlatego, że musiałam zmierzyć się z faktem, że posiadam 4 kremy, 3 szampony, 2 opakowania serum i wiele, wiele innych kosmetyków posiadających to samo zastosowanie. Wtedy zrozumiałam, że to co robię, jest niezdrowe i absolutnie bezsensowne. Część tych kosmetyków podarowałam znajomym, żeby się nie zmarnowały, część zużyłam, a część zużywam dalej – powoli i zgodnie z moimi potrzebami.


Teraz, kiedy odczuwam potrzebę kupienia sobie kolejnej rzeczy, niezależnie jakiej – odpowiadam sobie na 3 pytania:


#1 Czy widziałam reklamę tego produktu online?


Jeżeli odpowiedź brzmi tak, dopytuję samą siebie – ile razy widziałam tę reklamę? Czy więcej, niż w jednym medium? Warto uświadomić sobie, że jeżeli przeglądając stronę w sieci, widzicie te same reklamy tego samego sklepu kilkakrotnie, to znaczy, że system reklamowy tego sklepu zaliczył was do grupy potencjalnych odbiorców produktów tego sklepu. Jeżeli dodatkowo, zobaczycie tę reklamę w więcej niż jednym medium, to możecie przypuszczać, że budżet marketingowy danej marki jest wysoki, a sam proces powtarzania styczności z reklamą w różnych miejscach ma wam „przypomnieć”, że kiedyś coś takiego oglądaliście lub może nawet chcieliście kupić. Firmy poświęcają wystarczająco dużo czasu i budżetu marketingowego i badawczego, aby dowiedzieć się o was jak najwięcej - nie tylko, ile mamy lat i jakiej płci jesteśmy, a wszystkiego, co może wygenerować pokusę zakupu - dlatego analizują i określają nasze zainteresowania i potencjalną wysokość zarobków.


Platformy gigantów reklamowych nie bez przyczyny udoskonalają algorytmy, na podstawie których wyświetlają reklamy. Dla platformy reklamowej i dla reklamowanych firm to zysk. Warto obudzić się i przytomnie zauważyć, że cele firm czy platform reklamowych niekoniecznie są zbieżne z naszymi potrzebami. Nie przywiązujmy się i nie podążajmy za potrzebą, której by nie było, gdyby nie styczność z reklamą.


# Czy mam na tę rzecz miejsce w moim domu?


Nie mieszkam sama, zapewne część z was, tak jak ja, dzieli przestrzeń domową z kimś innym. Decydując się na kupno kolejnej rzeczy, liczmy się z tym, że musi ona zająć miejsce w naszej szafie, łazience czy na półce. Jeżeli mieszkacie z innymi osobami, warto zadać sobie pytanie, czy wasze rzeczy nie zabierają domownikom przestrzeni do życia. Jeżeli zabierają, warto przyjrzeć się sobie i swoim zakupom bliżej.


# Czy ja tego potrzebuję?


Trzecie i najważniejsze pytanie! Jeżeli wiesz, że na Twojej półce jest 7 nieprzeczytanych książek, w łazience 3 otwarte kremy i niedawno kupiony sprzęt na biurku (a Ty wciąż przeglądasz rzeczy z tej samej bajki, spełniające zaspokojone już przecież potrzeby), to zadaj sobie pytanie "po co?" i "czy warto"? Promocja na kosmetyk czy ubranie, które Ci się podoba wcale nie oznacza, że masz potrzebę do zaspokojenia tu i teraz, najlepiej natychmiast. Istnieją tysiące sklepów internetowych i stacjonarnych oferujących promocje i zawsze znajdzie Ci taki, który zaoferuje Ci towar w atrakcyjnej, zniżkowej cenie.


Odkrycie i podążenie za zasadą odkładania potrzeby na przyszłość i nie zaspokajania jest "tu i teraz" było i jest najważniejszym wydarzeniem w walce z chęcią kupowania i posiadania. Nie kupuję, dopóki nie zużyję produktu do końca. W ten sposób nawet 2,5 metrowa łazienka przestała się wydawać straszna, a ja w końcu odzyskałam domową przestrzeń.


Co jeszcze mi pomogło?


W ograniczeniu irracjonalnych zakupów pomogło mi również oderwanie się od social mediów. Mam mniejszą styczność z reklamami, przez co nie jestem już tak często narażona na wytworzenie w sobie sztucznej potrzeby kupna kolejnego, zbędnego produktu. Dodatkowo, zauważyłam, że czuję się zdrowsza psychicznie i mam bardziej pozytywne nastawienie do swojego ciała i wyglądu. Ja, jako dorosła kobieta, potrafiłam zauważyć, że to co widzę na swoich "socialach" wpływa na moją opinię o samej sobie, mimo, że uważam się za osobę znającą swoją wartość, wolną od negatywnej oceny samej siebie.


Myślę, że w trudniejszej sytuacji znajdują się osoby bardzo młode, w tym nastolatki, na które media społecznościowe oddziałują szczególnie mocno (pisała o tym Marta Steiner w tekście "Jak zakończyłam śmieciową dobroczynność"). Niedawno przeprowadzone badania dowiodły, że właściciele serwisu Instagram są świadomi tego, że ta platforma wpływa szczególnie negatywnie na psychikę młodych dziewczyn i nastolatek (polecam artykuł z Wall Street Journal), ale problem nie dotyczy tylko działania Instagrama. To co widzimy ma wpływ na to, co myślimy i jak myślimy, dlatego ograniczenie sobie dostępu do social mediów jest kluczowe. Czas dotąd przeznaczany na przeglądanie treści w social mediach, możemy przeznaczyć na uprawianie sportu lub rozwijanie hobby, na które przecież zawsze jest za mało czasu i pieniędzy. Ten czas, możemy przeznaczyć na kontakt z najbliższymi i na wszystko, na co mieliśmy ochotę, ale nigdy nie odważyliśmy się spróbować.


Mój czas zjadały kosmetyki. Twój może być pożerany przez inny produkt, którego wcale nie chcesz mieć. Jeśli w Twoje głowie odzywa się z pewnością dobrze wszystkim znany chochlik i krzyczy "Kup!!!", warto zacząć zadawać mu niewygodne pytania i przestać bezkrytycznie wierzyć w jego nieomylność. Wiem, że to jest trudne, bo ten chochlik ma niesamowite argumenty, tak niesamowite jak te botki, które tak bardzo chcemy mieć. Jednak! Dajmy sobie chwilę na zadanie sobie powyższych trzech pytań. Gwarantuję, że jedyne co może się stać, to to, że i wy i planeta na tym zyskacie!


Autor:

Katarzyna Brycka


Zobacz również:


Krzysztof Radzicki: Żyję w dobrobycie


109 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


Post: Blog2 Post
bottom of page